Menu

e-Sklep poleca
Nowe testy dla kierowców kat. C - 2008
15,00 zł
do kosza - opis produktu

Partnerzy:

DAF_Paccarlogo.jpg

SOLARIS.jpg

 

PNJ1.jpg

 SJ1.jpg

 

 100x50c.gif


logocsk.gif
 

 


 





Akceptujemy płatności elektroniczne
 01-12-2009
 

Inspektorzy drogowi kontra prywatny przewoźnik

   
Początek historii sięga 14 maja tego roku. Tego dnia na krajowej "siódemce" kontrolerzy Świętokrzyskiej Wojewódzkiej Inspekcji Transportu Drogowego zatrzymali tira. Sprawdzono go na parking w Miąsowej. - Kierowca opowiadał, że czuł się jak na przesłuchaniu. Inspektorzy byli niegrzeczni, nie pozwolili mu wyjść za potrzebą czy odebrać telefonu od żony. A na koniec dostał do podpisu protokół z kontroli, którego nawet nie mógł przeczytać - opowiada Adam Garbat, właściciel firmy transportowej, do której należała ciężarówka. Kierowca odpowiada teraz przed sądem jako osoba fizyczna za złamanie przepisów. Zarzuca się mu przekroczenie czasu pracy. - Niesłusznie, bo moim zdaniem inspektorzy źle odczytali zapis z tachografu - twierdzi przewoźnik.

21 maja przedsiębiorca dostał z ITD informację, że wszczęto przeciwko niemu postępowanie administracyjne. W ciągu siedmiu dni miał doręczyć brakującą dokumentację, w przeciwnym wypadku na podstawie posiadanych dokumentów inspektorzy wydadzą decyzję w sprawie przekroczenia czasu pracy przez kierowcę. - Poszedłem następnego dnia. Miałem dokumenty, ale chciałem też zobaczyć zatrzymane wykresy z tachografu lub dostać ich kserokopie. Wówczas usłyszałem, że niczego już nie muszę składać, bo decyzja jest gotowa - podkreśla Garbat.

Dokument z 25 maja informuje, że na przedsiębiorcę nałożono 5,4 tys. zł kary. I ma ona tzw. tryb natychmiastowej wykonalności, czyli musi zostać zapłacona w 21 dni. - Skandal, decyzję wydano, zanim jeszcze upłynął czas dany mi przez ITD. Mogłem tam w ogóle nie chodzić, bo i tak to nic nie dało - oburza się Garbat. - Może rzeczywiście inspektor popełnił niewielki błąd. Choć z drugiej strony, jeśli przedsiębiorca był w inspektoracie i mógł odnieść się do sprawy, to trudno się dziwić, że nie czekano siedmiu dni. Po co przeciągać procedury - odpowiada Władysław Mitręga, świętokrzyski wojewódzki inspektor transportu drogowego.

Garbat dodaje, że bardzo szybko rozpoczęto procedurę egzekucji kary. Zaskarżył ją więc do Głównego Inspektora Transportu Drogowego. Ten wstrzymał egzekucję kary, w całości uchylił zaskarżoną decyzję i przekazał ją do ponownego rozpatrzenia przez ŚWITD. W dokumentach nie znaleziono bowiem tzw. zwrotki informującej, kiedy przedsiębiorca dostał zawiadomienie o wszczęciu procedury. "W ocenie organu odwoławczego niewykluczone jest, że w sprawie doszło do naruszenia przepisów postępowania, które mogło mieć wpływ na wynik postępowania" - czytamy w uzasadnieniu decyzji GITD.

Przewoźnik nie zgodził się z decyzją przekazania sprawy do ponownego rozpatrzenia i złożył skargę do wojewódzkiego sądu administracyjnego. - Uważam, że w drugiej instancji powinna być ona ostatecznie uchylona - mówi. Świętokrzyski ITD rozpatrzył sprawę ponownie i zdania nie zmienił: 5,4 tys. zł kary. - Nie poczekano nawet na wynik postępowania sądowego - żali się przedsiębiorca.

- Wojewódzki inspektor postąpił prawidłowo. Przewoźnik mógł złożyć skargę do sądu, ale to nie wstrzymuje ponownego rozpatrzenia sprawy przez pierwszą instancję - informuje Alvin Gajadhur, rzecznik prasowy GITD. Dodaje, że przewoźnik po raz kolejny może się odwołać do GITD i prosić o wstrzymanie rygoru natychmiastowej wykonalności kary. - A jeśli ją zapłaci, to w zależności od decyzji sądu może liczyć na jej zwrot - zapewnia.

- To paranoja, niepotrzebne mnożenie papierów. W takich warunkach nie mogę normalnie kierować firmą - mówi Garbat. Na razie powiadomił prokuraturę, twierdząc, że urzędnicy ze świętokrzyskiej ITD przekroczyli swoje uprawnienia. - A na dodatek, ponownie rozpatrując sprawę, wojewódzki inspektor zaznaczył, że do 15 listopada mogę zapoznać się z dokumentami. I wydał decyzję już 13 listopada - opowiada przewoźnik.

- Postępujemy zgodnie z prawem - odpowiada Mitręga.

Gazeta Wyborcza Kielce